parodia Scena balkonowa


Blog dla inteligentnych ludzi

Po obejrzeniu współczesnej ekranizacji dramatu Williama Shakespeara pt.: "Romeo i Julia" nasune(ę?)ło mi się kilka refleksji. Po pierwsze zdziwiło mnie to, dlaczego Romeo i Julia nie zastanawiali się nad swoją przyszłością. Nie obchodziło ich to, co dzieje się wokół, nie widzieli świata poza sobą, a przecież będą musieli kiedyś powiedzieć o tym, co czują do siebie, swoim skłóconym rodzicom. Ich jednak interesowało tylko, co było tu i teraz. Ich plany na przyszłość polegały na spędzeniu życia razem. Nie musieli mieć bogactwa i dostatku, gdyż miłość zastępowała im wszystko. Bardzo zdziwił mnie tekst utworu. Reżyser postąpił bardzo śmiele. Otóż pozostawiając nienaruszony tekst Szekspira, stworzył coś co bym nazwał parodią, a nią nie jest. Film ma skutecznie dopracowane detale związane ze znakami charakterystycznymi bohaterów. Rodziny Montekich i Kapuletich przedstawione są jako bogate rodziny gangsterskie. Romeo to wrażliwa dusza, przedkładająca piękno nad wulgaryzm. Idea polega na dostosowaniu szekspirowskich bohaterów do współczesności. Bardzo ważną rzeczą jest to, że, wszystkie postacie mimo przemiany z 17 na te z 21 wieku są nadal w stu procentach szekspirowskie. Kochankowie mieli tak mało czasu, a jednak potrafili udowodnić swoją miłość. Bardzo podobała mi się scena balkonowa, kiedy to przemoknięty Romeo przysięga miłość pięknej Julii. Wzruszył mnie motyw przewodni filmu, czyli miłość. Ukazano ją w sposób piękny, prawdziwy i nadzwyczajny. Łzy same cisnęły mi się do oczu, kiedy oglądałem ostatnią scenę, kiedy to oboje oddawali za siebie życie. Najpierw Romeo, myśląc, że Julia nie żyje, otruł się, później Julia po przebudzeniu strzeliła sobie w skroń, widząc martwego kochanka. Myślę, że w tych czasach nikt by tak nie postąpił. Kiedyś ludzie poważniej podchodzili do takich spraw. Po obejrzeniu współczesnej ekranizacji dramatu Williama Shakespeara wywnioskowałem, że miłość ma ogromną moc. Potrafi zmienić człowieka na lepsze, przełamać bariery społeczne. Potęga miłości wkracza poza świat doczesny i nie zważa na konflikty w otoczeniu. Ma także moc łagodzenia nieporozumień i zażegnywania sporów. Przykre jest, że dopiero śmierć dwojga głownych bohaterów doprowadziła do porozumienia między rodami.


Jak wam się podoba? :) Z tego wyjdzie jakieś 2,5 kartki pisania, więc nie za mało. Tylko tutaj tak to dziwnie wygląda.
Ten post był edytowany przez kozak123 dnia: 01 Czerwiec 2008 - 09:33


Po obejrzeniu współczesnej ekranizacji dramatu Williama Shakespeara pt.: "Romeo i Julia" nasune(ę?)ło mi się kilka refleksji. Po pierwsze zdziwiło mnie to, dlaczego Romeo i Julia nie zastanawiali się nad swoją przyszłością. Nie obchodziło ich to, co dzieje się wokół, nie widzieli świata poza sobą, a przecież będą musieli kiedyś powiedzieć o tym, co czują do siebie, swoim skłóconym rodzicom. Ich jednak interesowało tylko, co było tu i teraz. Ich plany na przyszłość polegały na spędzeniu życia razem. Nie musieli mieć bogactwa i dostatku, gdyż miłość zastępowała im wszystko. Bardzo zdziwił mnie tekst utworu. Reżyser postąpił bardzo śmiele. Otóż pozostawiając nienaruszony tekst Szekspira, stworzył coś co bym nazwał parodią, a nią nie jest. Film ma skutecznie dopracowane detale związane ze znakami charakterystycznymi bohaterów. Rodziny Montekich i Kapuletich przedstawione są jako bogate rodziny gangsterskie. Romeo to wrażliwa dusza, przedkładająca piękno nad wulgaryzm. Idea polega na dostosowaniu szekspirowskich bohaterów do współczesności. Bardzo ważną rzeczą jest to, że, wszystkie postacie mimo przemiany z 17 na te z 21 wieku są nadal w stu procentach szekspirowskie. Kochankowie mieli tak mało czasu, a jednak potrafili udowodnić swoją miłość. Bardzo podobała mi się scena balkonowa, kiedy to przemoknięty Romeo przysięga miłość pięknej Julii. Wzruszył mnie motyw przewodni filmu, czyli miłość. Ukazano ją w sposób piękny, prawdziwy i nadzwyczajny. Łzy same cisnęły mi się do oczu, kiedy oglądałem ostatnią scenę, kiedy to oboje oddawali za siebie życie. Najpierw Romeo, myśląc, że Julia nie żyje, otruł się, później Julia po przebudzeniu strzeliła sobie w skroń, widząc martwego kochanka. Myślę, że w tych czasach nikt by tak nie postąpił. Kiedyś ludzie poważniej podchodzili do takich spraw. Po obejrzeniu współczesnej ekranizacji dramatu Williama Shakespeara wywnioskowałem, że miłość ma ogromną moc. Potrafi zmienić człowieka na lepsze, przełamać bariery społeczne. Potęga miłości wkracza poza świat doczesny i nie zważa na konflikty w otoczeniu. Ma także moc łagodzenia nieporozumień i zażegnywania sporów. Przykre jest, że dopiero śmierć dwojga głownych bohaterów doprowadziła do porozumienia między rodami.


Jak wam się podoba? :) Z tego wyjdzie jakieś 2,5 kartki pisania, więc nie za mało. Tylko tutaj tak to dziwnie wygląda.

Piękne, szkoda, że kopiuj wklej :P